Ewenement: Howard Stern

Cham, odwołujący się do najprostszych form obrazoburstwa, czy geniusz docinek i hejtu, z którym utożsamiają się sfrustrowani obywatele pewnego światowego mocarstwa?

Niewybredne żarty, a wręcz prostactwo. Przeniesienie języka ulicy na antenę. Koniec poprawnego stylu radiowca brzmiącego z głośnika niczym reklama Calgonu, albo doniesienia prasowe z lat 50-tych.

“Swój chłop. Szkoda, że to Żyd, ale jakże on z nimi wszystkimi jedzie!” – mówił niejeden z pikietujących pod siedzibą FCC fanów tego nadwornego pajaca bystrzejszej części amerykańskiego społeczeństwa.

Skandalista Howard Stern – samozwańczy „King Of All Media” i FurtMan. Odniósł sukces kierując swój przekaz do niezbyt wymagających odbiorców, ale zmienił również oblicze radia jakie znano wcześniej. Opierał się się na prostocie przekazu i uczłowieczeniu wciąż skostniałego stylu radiowego.

Na antenie potrafił zażądać od Cesarza Japonii zwolnienia aresztowanego za posiadanie trawki Paul’a McCartney’a, przeprowadzić radiowy konkurs na największy stolec i uprawiać seks ze słuchaczką na odległość za pośrednictwem głośnika basowego i mikrofonu.

Outsider – żydowskie dziecko z czarnej dzielnicy.

Przez wielu uwielbiany, przez innych znienawidzony. Nie zmienia to faktu, że tak jedni, jak i drudzy wciąż go słuchają, bo “czekają na to, co ten Howard jeszcze powie.”

Zamiłowanie do radia i zabawy dźwiękiem zaszczepił w Sternie ojciec, który będąc współwłaścicielem studia nagraniowego często zabierał tam syna. Nagrywał też dla zabawy własne dzieciaki imitując wywiady i to właśnie wtedy sarkastyczny humor Howarda zaczął się ujawniać.

Od małego był showman’em. Lubił pozostawać w centrum uwagi. Urządzał pokręcone przedstawienia kukiełkowe – “The Perverted Marionette Show” – dla swoich przyjaciół. Mówił o tym później: „Wziąłem coś tak niewinnego i pięknego i naprawdę to zrujnowałem (…) Rodzice nie byli świadomi moich brudnych występów (…) przyjaciele błagali mnie o kolejne”.

Nie miała to być jedyna rzecz, jaką Howard Stern wziął i zniszczył. Na antenie nie oszczędza nikogo. Nie istnieją żadne świętości czy tematy tabu. Niszczył kariery polityków i celebrytów. Nawet swoją despotyczną matkę – węgierską Żydówkę, która w 1938 wyemigrowała do Stanów – przyrównywał do Hitlera, a liczba pozwów przeciwko niemu, jak i zatrudniającym go stacjom, to ewenement na skalę radiowego świata.

Obrazoburcze wypowiedzi niejednokrotnie padają z jego ust celowo – jak wtedy, kiedy pomimo posiadania żony – Polki, potrafił wieszać na nas psy, za rzekome uczestnictwo w Holokauście, żartując: “Raz pewien Żyd opowiadał jak to Polak pomógł mu podczas wojny – pomógł mu nieść walizkę do wagonu bydlęcego”. Niesmaczne, prawda? Często jednak wynikają one li tylko z ekshibicjonistycznej natury samego Stern’a, który w swej autobiografii wypowiada się na temat przeprowadzki z murzyńskiej dzielnicy Roosevelt do “białego” Rockville Centre w taki oto niezręczny sposób: „W ogóle nie mogłem się przystosować. Byłem całkowicie zagubiony wśród białej społeczności. Czułem się jak Tarzan, kiedy to wywieziono go z Afryki i sprowadzono na powrót do Anglii”. Prawda, że wielu doszukałoby się tu niepoprawności rasowej?

Zresztą już po pierwszej swojej audycji, jeszcze w studenckim radiowęźle na Uniwersytecie Bostońskim został odsunięty od mikrofonu. Pojawiła się w niej bowiem  seria rasistowskich skeczy pod wdzięczną nazwą “Godzilla wbija do Harlemu”.

Po ukończeniu licencjatu z komunikacji, Stern szybko rozpoczyna karierę radiową. Jego pierwszą stacją była Briarcliff Manor w NY i tam Stern uświadamia sobie, że na zawsze pozostanie przeciętnym, jeśli będzie płynął z prądem i ograniczy się do szablonów panujących w ówczesnym radio. „A więc zacząłem się kręcić. (…) To było niespotykane – połączyć rozmowy telefoniczne ze słuchaczami z graniem muzyki. To było oburzające. To było bluźnierstwo”. Było to jednak dokładnie to, co chciał robić i kiedy jego stacja zmieniła styl na Country, Stern uciekł do Waszyngtonu, gdzie jego kariera nabrała tempa. To tam poznaje Robin Quivers – postać zasługującą na osobny wpis na tym blogu – z którą współtworzy zespół radiowy i to tam jego antenowe wybryki zdobywają coraz większą popularność zarówno wśród ich entuzjastów, jak i oburzonych nimi obywateli.

W 1982 Howard wraca do NY i zaczyna pracę w renomowanym WNBC-AM. Zabiera ze sobą Robin i wydawać by się mogło, że osiągnęli szczyt. W końcu to WNBC!

Jednak lista zakazów antenowych była dla nich zbyt szeroka. Zabraniała np. „żartów lub szkiców dotyczących osobistych tragedii”, czy „oszczerstw, zniesławiania lub osobistych ataków na osoby prywatne lub organizacje, chyba że wyraziły na to zgodę lub były częścią aktu”. Początkowo Stern był “grzeczny”, ale długo to nie potrwało i szybko okazało się, że główny udziałowiec rozgłośni dalece mija się z radiowcem jeśli chodzi o poczucie humoru, ba, w imię dobrego smaku był nawet gotowy zrezygnować z zysków, jakie Stern generował, byleby tylko się go pozbyć. Czarę goryczy stopniowo przepełniały audycje typu „Sexual Innuendo Wednesday”, czy „Mystery Whiz” i w 1985 Stern został zwolniony, by kontynuować swe wybryki w nowojorskim WXRK (K-ROCK).

W nowej stacji Stern wzniósł się na inny poziom. Łącząc swoje dwa ulubione kontrowersyjne tematy – rasizm i seks – zyskiwał coraz to większą grupę słuchaczy. Rok później rozszerzył zasięg swojego “The Howard Stern Show” na rynki radiowe Filadelfii, Waszyngtonu, a później na LA, Nowy Orlean, Las Vegas, San Francisco, Dallas, Boston i Chicago. W 1993 roku przyciągał już 3 miliony słuchaczy dziennie.

Popularność Sterna wkrótce jeszcze bardziej wzrosła za sprawą ukazania się jego autobiografii „Części prywatne”, która w pierwszym miesiącu rozeszła się w liczbie pół miliona egzemplarzy, przez miesiąc zajmując czołowe miejsce na liście bestsellerów The New York Times’a, by po kilku latach doczekać się ekranizacji.

Kolejne skandale i afera z sex taśmami Paris Hilton oraz dalsze walki z FCC sprawiły, że Stern odszedł z radia naziemnego i przeniósł się dosłownie na orbitę. W 2005 roku podpisał umowę na 500 milionów $ z Sirius Satellite Radio i uwolnił się od ograniczeń prawnych FCC. Rozpoczął nadawanie wyłącznie w usłudze radiowej opartej na subskrypcji. Pomógł w popularyzacji radia satelitarnego i tak, w 2005 r. Syriusz miał już ponad 2 mln nowych abonentów – 190% wzrostu w stosunku do 2004 r.

Stern powiedział wtedy, że przez 10 lat FCC sprawiło, że pomału zaczął „nienawidzić” swojej pracy i  poczuł się bardzo odświeżony od kiedy przeszedł na satelitę. Ale i tu nie obyło się bez konfliktów – spowodowanych wielkimi pieniędzmi – po tym, kiedy Syriusz dokonał fuzji ze swym dotychczasowym satelitarnym konkurentem – XM.

Oczywiście Howard Stern to marka, która w mediach poradzi sobie znakomicie, nawet jeśli obrazi się na branżę i przestanie być radiowcem. Chcą go angażować stacje telewizyjne, wydawnictwa, gazety i reklamodawcy. Poza tym zawsze zostanie mu radio internetowe.

A tu macie przykłady jeszcze kilku szokujących “igraszek” antenowych Stern’a:

Po katastrofie lotu Air Florida na moście 14th Street w D.C. zatelefonował do linii lotniczej z pytaniem: „Jaka jest cena biletu w jedną stronę z lotniska krajowego do mostu na 14 ulicy i czy będzie to regularny postój”.

Wysłał korespondenta „Stuttering” Johna Melendeza na konferencję prasową Gennifer Flowers, w której miała odpowiadać dziennikarzom na pytania o jej rzekomy romans z ówczesnym kandydatem na prezydenta Billem Clintonem. Ku przerażeniu „kolegów” Melendeza, zapytał on Flowers, czy Clinton uprawiał bezpieczny seks i czy planowała spać również z innymi kandydatami.

Po tragicznej śmierci piosenkarki Seleny, Stern wyśmiewał gwiazdę i grał jej piosenki na tle wystrzałów, stwierdzając, że „Hiszpanie mają najgorszy gust muzyczny” – czym wywołał tym protesty uliczne. W Teksasie wystawiono za to również nakaz jego aresztowania.

Jednak pomimo swej brawury, legendy i prowokacyjnego stylu, Howard jest osobą bardzo siebie niepewną: „Może to był sposób, w jaki zostałem wychowany, czy coś w tym stylu, ale zawsze czuję się jak śmieć” – powiedział The New Yorker w ’97. „Myślę, że to wszystko sprowadza się do tego, a może to jest znowu wada osobowości, wada charakteru, ale mogłem podpisać książkę i zobaczyć dwadzieścia tysięcy ludzi na zewnątrz i nie czułem się z tego powodu świetnie (…) Pomyślałbyś, że ten rodzaj uwielbienia sprawi, że poczujesz się na szczycie świata, a jednak nie”.

Okazuje się też, że poza radiem Howard Stern ma naturę spokojnego domownika i dobrego ojca. Jest szczęśliwszy, mogąc zostać w domu i grać np. w szachy, niż zaliczać kolejne nocne kluby ze znajomymi gwiazdami świata rozrywki.

A więc to za konsoletą zamienia się w radiowe zwierze i opluwa jadem nienawiści wszystko i wszystkich, którzy go irytują.

Cóż, taka właśnie jest moc radia – nikt cię nie widzi i nikt ci nie przerywa, a więc możesz powiedzieć wszystko.